Lotem błyskawicy (chociaż trafniej byłoby: lotem Columba Strosmajericus) obiega blogi Salonu24 radosna informacja: "FYM zaczął pulikować". Nie byłoby może w tym nic dziwnego, tyle że to "publikowanie" polega na  umieszczeniu pliku PDF z FYM-przemyśleniami w internecie, do ściągnięcia za darmo oczywiście.

Dziwią mnie też gorące zapewnienia, że jest to publikacja długo oczekiwana i obowiązkowo każdy ją w najbliższym czasie przeczyta. A jest tego 166 stron samej części pierwszej. Dziwią, gdyż każdy kto chociaż troszeczkę przejrzał  jego salonowy blog, wie, co ma FYM na temat katastrofy smoleńskiej do powiedzenia. A nie ma nic do powiedzenia. Praca FYM, to zestaw urojeń i konfabulacji, co jest zrozumiałe nawet dla najmniej rozgarniętego fana komisji Macierewicza.  

Publikacji FYM nie mozna nawet określic jako teorii spiskowej, gdyż takie chociaż udają, że mają poparcie w nauce, znajdują się "uczeni" i "specjaliści" podający jakieś tam "dowody", jak chociażby Binienda na wiadomych usługach. Natomiast u FYM "dowodami" jest to, czego FYM nie widział. Np. FYM nie widział zdjęć zmasakrowanych ciał ofiar katastrofy, wniosek - żadnych ciał na terenie katastrofy nie było, wniosek kolejny - nie było katastrofy, wniosek jeszcze dalej idący - maskirowka.

 Śmiało więc może FYM się przedstawiać Napoleonem i opowiadać o czasach, gdy Kara Mustafa, wielki mistrz Krzyżaków, szedł z licznemi zastępy przez Alpy na Kraków.

Mr.Spock